Witajcie!
Dzisiaj o kokosowym mleczku do ciała od Yves Rocher.
Od producenta:
Delikatne mleczko do ciała zapewnia przyjemne chwile każdego dnia. Jego lekka konsystencja z zawartością kokosa z Malezji pozostawia skórę nawilżoną, gładką i przyjemnie pachnącą. Składniki pochodzenia roślinnego: kokos z Malezji, masło karite bio, olejek ze słodkich migdałów, żel z aloesu bio, gliceryna roślinna. Testowane pod kontrolą dermatologiczną.
Mleczko zapakowane w dosyć dużą, plastikową, twardą butelkę.
Oryginalnie z nakrętką, na zdjęciu z pompką, którą można dokupić w cenie 3,50-4,00 zł.
Myślę, że przy twardej butelce pompka jest rozwiązaniem idealnym;)
Lubię takie proste opakowania, według mnie ładnie prezentują się w każdej łazience.
Zapach mleczka jest mocno kokosowy. Nie badziewnie chemiczny, ale taki naturalny, trochę słodki. Dosyć długo po użyciu utrzymuje się na skórze. Ja, wielbicielka kokosowego wszystkiego jestem nim zachwycona.
W sumie jego właścicielką stałam się przez przypadek. Całkowicie przepadłam za żelem pod prysznic z tej samej serii zapachowej. Wysłałam więc kiedyś mojego R po żel, a On przez przypadek kupił mi ten oto specyfik.
Konsystencja leciutka, trochę wodnista.
Dla mnie jest ona idealna. Lubię balsamy/mleczka właśnie tak lekkie. Szybciutko się wchłania, nie muszę długo czekać zanim się ubiorę. To jest dla mnie bardzo ważne.
Nie klei się, nie zostawia tłustej warstwy.
Skóra po jego użyciu jest nawilżona, mięciutka i pachnąca.
Moja nie jest już zbyt wymagająca i takie nawilżenie zdecydowanie mi wystarcza.
Tutaj próbowałam uchwycić skład, chyba trochę go widać;)
Za mleczko zapłacimy 19,90/400ml. Moim zdaniem cena jest adekwatna do jakości.
Dla mnie to mleczko jest naprawdę dobre. Mogę je Wam polecić z całego serca;)
Miałyście go może w swojej łazience? Jak się u Was sprawdził?
Pozdrawiam, Jolka
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ciała. Pokaż wszystkie posty
10 paź 2012
29 wrz 2012
Avon, Solutions Body, Lift & Firm Ice Body Lifting Treatment. Kuracja liftingująco - ujędrniająca do ciała.
Witajcie!
Dzisiaj chciałam Wam napisać kilka słów o produkcie marki Avon, mianowicie o Kuracji liftingująco - ujędrniającej do ciała z serii Solutions.
Według producenta :
"Jędrna skóra i widoczny efekt liftingu ciała.
Formuła z niebieskimi drobinkami, które w kontakcie ze skórą zapewniają efekt chłodzenia.
Stymuluje produkcję kolagenu, dzięki czemu uelastycznia i ujędrnia skórę, zapewniając jej efekt liftingu, a zarazem przyjemnie chłodzi."
Co ja myślę o produkcie? Zapraszam do lektury;)
Żel mieści się w przezroczysto-błękitnej, mięciutkiej tubie z której łatwo dozujemy go na dłoń;) Doskonale widać ile produktu zużyłyśmy.
Zamknięcie typu klick -on, jest dla mnie dużym plusem..
Kosmetyk w formie żelowej z jasno niebieskimi granulkami, które mają zapewnić nam efekt chłodzenia. Chłodzenie może i jest, ale dla mnie troszeczkę pomieszane z rozgrzewaniem. Nie ma tutaj z pewnością doświadczenia lodowatego, o czym mogłaby świadczyć część nazwy : ICE.
Żel o zapachu dość przyjemnym, czuć w nim mentol, ale ja też wyczuwam w nim "nuty morskie".
Jako plus należy przyznać mu praktycznie natychmiastowe wchłanianie. Myślę jednak, że ten plus jest również jego minusem. Trzeba nabrać go dużo więcej na dłoń, żeby zapewnić sobie chociażby minimalny masaż, który przy tego typu produktach jest zalecany.
Czy żel ujędrnia skórę?
Absolutnie nie! Może na chwilę ją napina, ale moim zdaniem większość kosmetyków w formie żelu ma takie napinające właściwości. Niestety uczucie to mija bardzo szybko;(
Bardzo szybko również znika żel z tubki. Dla mnie jest to najmniej wydajny kosmetyk jaki miałam do tej pory przeznaczony do tych celów;( Na pierwszym zdjęciu widać ile żelu zostało, po użyciu go może 5-6 razy na uda, tyłek i brzuch.
Kolejny mały plusik to to, że nie wysusza skóry.
To tyle.
Nic więcej nie jestem w stanie o nim napisać. Kosmetyk nie spełniający żadnych obietnic producenta.
Czuję się, jakbym maziała się smarowidłem, które delikatnie chłodzi i ładnie pachnie.
Za brak jakichkolwiek właściwości zapłacimy aż 35 zł za 150ml tubkę;(
dla mnie totalna strata kasy.
Miałyście z nim do czynienia?
Czy Wam też jedynie ładnie pachniał, czy może jakoś na Waszą skórę działał?
Pozdrawiam, Jolka
Dzisiaj chciałam Wam napisać kilka słów o produkcie marki Avon, mianowicie o Kuracji liftingująco - ujędrniającej do ciała z serii Solutions.
Według producenta :
"Jędrna skóra i widoczny efekt liftingu ciała.
Formuła z niebieskimi drobinkami, które w kontakcie ze skórą zapewniają efekt chłodzenia.
Stymuluje produkcję kolagenu, dzięki czemu uelastycznia i ujędrnia skórę, zapewniając jej efekt liftingu, a zarazem przyjemnie chłodzi."
Co ja myślę o produkcie? Zapraszam do lektury;)
Żel mieści się w przezroczysto-błękitnej, mięciutkiej tubie z której łatwo dozujemy go na dłoń;) Doskonale widać ile produktu zużyłyśmy.
Zamknięcie typu klick -on, jest dla mnie dużym plusem..
Kosmetyk w formie żelowej z jasno niebieskimi granulkami, które mają zapewnić nam efekt chłodzenia. Chłodzenie może i jest, ale dla mnie troszeczkę pomieszane z rozgrzewaniem. Nie ma tutaj z pewnością doświadczenia lodowatego, o czym mogłaby świadczyć część nazwy : ICE.
Żel o zapachu dość przyjemnym, czuć w nim mentol, ale ja też wyczuwam w nim "nuty morskie".
Jako plus należy przyznać mu praktycznie natychmiastowe wchłanianie. Myślę jednak, że ten plus jest również jego minusem. Trzeba nabrać go dużo więcej na dłoń, żeby zapewnić sobie chociażby minimalny masaż, który przy tego typu produktach jest zalecany.
Czy żel ujędrnia skórę?
Absolutnie nie! Może na chwilę ją napina, ale moim zdaniem większość kosmetyków w formie żelu ma takie napinające właściwości. Niestety uczucie to mija bardzo szybko;(
Bardzo szybko również znika żel z tubki. Dla mnie jest to najmniej wydajny kosmetyk jaki miałam do tej pory przeznaczony do tych celów;( Na pierwszym zdjęciu widać ile żelu zostało, po użyciu go może 5-6 razy na uda, tyłek i brzuch.
Kolejny mały plusik to to, że nie wysusza skóry.
To tyle.
Nic więcej nie jestem w stanie o nim napisać. Kosmetyk nie spełniający żadnych obietnic producenta.
Czuję się, jakbym maziała się smarowidłem, które delikatnie chłodzi i ładnie pachnie.
Za brak jakichkolwiek właściwości zapłacimy aż 35 zł za 150ml tubkę;(
dla mnie totalna strata kasy.
Miałyście z nim do czynienia?
Czy Wam też jedynie ładnie pachniał, czy może jakoś na Waszą skórę działał?
Pozdrawiam, Jolka
30 sie 2012
Kojący balsam do ciała ( opatrunek SOS ) AA, nie taki kojący;(
Witam Was!
Dzisiaj o produkcie, który bardzo mnie zawiódł, mało tego, zrobił mi krzywdę!
Kojący balsam do ciała ( opatrunek SOS ) AA.
Balsam do ciała, zamknięty w białej, nieprześwitującej butli z dozownikiem w postaci pompki. Takie dozowniki lubię!
Produkt przeznaczony jest do skóry bardzo suchej, nadwrażliwej i atopowej. Ja takiej JUŻ dzięki Bogu nie posiadam, ale z balsamami do ciała dalej uważam, bo miałam duuuużo problemów z moją skórą.
Wydawało mi się jednak, że pozbyłam się już nadwrażliwości.
Nie miałam najmniejszych obaw przed jego użyciem. Przecież wszystko co jest napisane powinno wręcz zachęcić mnie do używania tylko jego!
Zwłaszcza napis poniżej spowodował, że moja czujność została uśpiona;(
Przejdźmy jednak do konkretów;)
Balsam o konsystencji dość zbitej, mocno kremowej.
Chwilę zajmuje rozsmarowanie go na skórze. To mnie jednak nie zniechęca, kolejna okazja do masażu ciała, którego nigdy nie jest zbyt wiele;)
Dość wydajny, zdjęcie, które widzicie powyżej pokazuje ilość, która pokryje mi całą nogę.
Formuła bezzapachowa. To też powinno być na plus, zwłaszcza przy produktach z wrażliwą skórą.
Po użyciu skóra jest nadzwyczaj miękka i gładka. Czuć natychmiastowe ukojenie.
Wszystko jest tak jak być powinno, nie mogłam wyjść z zachwytu, bo uczucie suchości ustąpiło całkowicie!!! Nawet rano, czułam ciągłe nawilżenie skóry. Rzadko kiedy balsamy działają u mnie tak długo.
Po około 3 dniach na moich ramionach i wewnętrznej stronie ręki od łokcia, pojawiła się swędząca wysypka. Nie wiedziałam co jest grane. Dalej smarowałam się balsamem, łudząc się, że on mi pomoże. Myślałam, że po latach wróciło do mnie jakieś dziwne uczulenie, a kojący balsam powinien je złagodzić;(
Niestety, robiło się tylko gorzej! Całe ręce miałam w czerwonych plamach ze swędzącymi krostkami. To samo działo się na łydkach, czyli tam gdzie balsam był używany.
Z niedowierzaniem, po przemyśleniu wszystkiego odstawiłam to cudo. Po kilku (!) dniach swędzenie ustało, ale krostki były nadal.
Żeby mieć pewność, że to na 100% wina AA, znowu wysmarowałam ramiona i łydki tym cudem. Znowu wszystko wróciło!
Na ostatnim zdjęciu z dłonią, nadal można zobaczyć krostki;( Jest to ponad tydzień od odstawienia balsamu. Swędzenie na łydkach ciągle mnie nie opuściło!
Jestem zdruzgotana, już długo, żaden produkt tak źle "mi nie zrobił".
Nie wiem czemu tak na niego zareagowała moja skóra, może to coś w składzie?
Mimo, że czytałam na jego temat same zachwyty, ja tego zdania podzielić nie mogę;(
24 zł wyrzucone w błoto;(
Miałyście może do czynienia z tym cudakiem?
Czy patrząc na skład coś mogło mi zaszkodzić?
Nawet teraz, po nałożeniu balsamu na dłoń do zdjęcia i głupim rozsmarowaniu go znowu mnie wszystko swędzi!
Pozdrawiam Was serdecznie!
Dzisiaj o produkcie, który bardzo mnie zawiódł, mało tego, zrobił mi krzywdę!
Kojący balsam do ciała ( opatrunek SOS ) AA.
Balsam do ciała, zamknięty w białej, nieprześwitującej butli z dozownikiem w postaci pompki. Takie dozowniki lubię!
Produkt przeznaczony jest do skóry bardzo suchej, nadwrażliwej i atopowej. Ja takiej JUŻ dzięki Bogu nie posiadam, ale z balsamami do ciała dalej uważam, bo miałam duuuużo problemów z moją skórą.
Wydawało mi się jednak, że pozbyłam się już nadwrażliwości.
Nie miałam najmniejszych obaw przed jego użyciem. Przecież wszystko co jest napisane powinno wręcz zachęcić mnie do używania tylko jego!
Zwłaszcza napis poniżej spowodował, że moja czujność została uśpiona;(
Przejdźmy jednak do konkretów;)
Balsam o konsystencji dość zbitej, mocno kremowej.
Chwilę zajmuje rozsmarowanie go na skórze. To mnie jednak nie zniechęca, kolejna okazja do masażu ciała, którego nigdy nie jest zbyt wiele;)
Dość wydajny, zdjęcie, które widzicie powyżej pokazuje ilość, która pokryje mi całą nogę.
Formuła bezzapachowa. To też powinno być na plus, zwłaszcza przy produktach z wrażliwą skórą.
Po użyciu skóra jest nadzwyczaj miękka i gładka. Czuć natychmiastowe ukojenie.
Wszystko jest tak jak być powinno, nie mogłam wyjść z zachwytu, bo uczucie suchości ustąpiło całkowicie!!! Nawet rano, czułam ciągłe nawilżenie skóry. Rzadko kiedy balsamy działają u mnie tak długo.
Po około 3 dniach na moich ramionach i wewnętrznej stronie ręki od łokcia, pojawiła się swędząca wysypka. Nie wiedziałam co jest grane. Dalej smarowałam się balsamem, łudząc się, że on mi pomoże. Myślałam, że po latach wróciło do mnie jakieś dziwne uczulenie, a kojący balsam powinien je złagodzić;(
Niestety, robiło się tylko gorzej! Całe ręce miałam w czerwonych plamach ze swędzącymi krostkami. To samo działo się na łydkach, czyli tam gdzie balsam był używany.
Z niedowierzaniem, po przemyśleniu wszystkiego odstawiłam to cudo. Po kilku (!) dniach swędzenie ustało, ale krostki były nadal.
Żeby mieć pewność, że to na 100% wina AA, znowu wysmarowałam ramiona i łydki tym cudem. Znowu wszystko wróciło!
Na ostatnim zdjęciu z dłonią, nadal można zobaczyć krostki;( Jest to ponad tydzień od odstawienia balsamu. Swędzenie na łydkach ciągle mnie nie opuściło!
Jestem zdruzgotana, już długo, żaden produkt tak źle "mi nie zrobił".
Nie wiem czemu tak na niego zareagowała moja skóra, może to coś w składzie?
Mimo, że czytałam na jego temat same zachwyty, ja tego zdania podzielić nie mogę;(
24 zł wyrzucone w błoto;(
Miałyście może do czynienia z tym cudakiem?
Czy patrząc na skład coś mogło mi zaszkodzić?
Nawet teraz, po nałożeniu balsamu na dłoń do zdjęcia i głupim rozsmarowaniu go znowu mnie wszystko swędzi!
Pozdrawiam Was serdecznie!
24 sty 2012
Oriflame Krem antycellulitowy Swedish Spa
Witam Was!!!
Dzisiaj o kremie antycellulitowym marki Oriflame z serii Swedish Spa.
Krem mam juz na wykonczeniu, więc mogę co nieco o nim napisać..
Producent obiecuje:
Aromatyczny krem, który wygładza i ujędrnia skórę oraz pomaga przeciwdziałać "pomarańczowej skórce". Kofeina minimalizuje cellulit, a stymulujący olejek imbirowy i łagodzący kompleks Hydracare+ mają właściwości tonujące oraz nawilżające.
Według mnie:
Po pierwsze : jest on w formie kremu-żelu.. Rozsmarowuje się go bardzo łatwo, szybciutko się wchłania.
Po drugie : zapach ma obłędny! Myślę, że to jeden z najładniejszych zapachów z jakimi do tej pory miałam do czynienia przy balsamach, kremach do ciała.. Śliczny, cytrusowo - kwiatowy świeżak:)
Co myślę o jego działaniu na cellulit?
Chyba nie bardzo sobie z nim radzi. Używam go od około miesiąca, każdego dnia, cellulit jednak nie zmniejszył się;)
Skóra natomiast jest bardzo fajnie napięta, baaardzo gładka w dotyku!!! Uczucie napięcia utrzymuje się dość długo, tak samo jak i jego cudowny zapach;)
Mimo, że nie zauwazyłam zmniejszonej pomarańczowej skórki, jest to krem, który na 100% kupię jeszcze nie raz.
Używam go z wielka przyjemnością, dlatego polecam też Wam.
Zapach i łatwość użytkowania faktycznie zapewnia nam domowe spa, przy którym można się wspaniale zrelaksować;)
Skład dla zainteresowanych
Używałyście tego cuda? Czy tylko ja się tak nim zachwycam?
Pozdrawiam!
Dzisiaj o kremie antycellulitowym marki Oriflame z serii Swedish Spa.
Krem mam juz na wykonczeniu, więc mogę co nieco o nim napisać..
Producent obiecuje:
Aromatyczny krem, który wygładza i ujędrnia skórę oraz pomaga przeciwdziałać "pomarańczowej skórce". Kofeina minimalizuje cellulit, a stymulujący olejek imbirowy i łagodzący kompleks Hydracare+ mają właściwości tonujące oraz nawilżające.
Według mnie:
Po pierwsze : jest on w formie kremu-żelu.. Rozsmarowuje się go bardzo łatwo, szybciutko się wchłania.
Po drugie : zapach ma obłędny! Myślę, że to jeden z najładniejszych zapachów z jakimi do tej pory miałam do czynienia przy balsamach, kremach do ciała.. Śliczny, cytrusowo - kwiatowy świeżak:)
Co myślę o jego działaniu na cellulit?
Chyba nie bardzo sobie z nim radzi. Używam go od około miesiąca, każdego dnia, cellulit jednak nie zmniejszył się;)
Skóra natomiast jest bardzo fajnie napięta, baaardzo gładka w dotyku!!! Uczucie napięcia utrzymuje się dość długo, tak samo jak i jego cudowny zapach;)
Mimo, że nie zauwazyłam zmniejszonej pomarańczowej skórki, jest to krem, który na 100% kupię jeszcze nie raz.
Używam go z wielka przyjemnością, dlatego polecam też Wam.
Zapach i łatwość użytkowania faktycznie zapewnia nam domowe spa, przy którym można się wspaniale zrelaksować;)
Skład dla zainteresowanych
Używałyście tego cuda? Czy tylko ja się tak nim zachwycam?
Pozdrawiam!
18 sty 2012
Bentley Organic Łagodzące Mleczko do Ciała z Lawendą i Rumiankiem
Witajcie!
Dzisiaj na temat Łagodzącego Mleczko do Ciała z Lawendą i Rumiankiem firmy Bentley Organic, który dostałam w ramach w współpracy z firmą EKO MALUCH
Według producenta to mleczko do ciała w 90% wyprodukowano ze składników z upraw organicznych.
Oprócz lawendy o kojącym zapachu i kojącego rumianku zawiera również aloes nawilżający i wygładzający zmęczoną skórę. To bardzo klimatyczne połączenie.
Mleczko to jest o konsystencji zwykłego balsamu. Na buteleczce tłumacząc z ang jest to własnie balsam, nie wiem dlaczego u nas jest one nazywane mleczkiem;)
W zapachu czuć głównie lawendę, ale taką nieco "ostrzejszą", dopiero rozsmarowując balsam możemy tez wywąchać rumianek..
Balsam dosyć łatwo się rozprowadza, fajnie i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej powłoki. Skóra jest gładziutka, czuć, że jest nawilżona.. O ile zapach ulatnia się szybko, nawilżenie na szczęście pozostaje na ładnych kilka godzin;)
Jak wiecie jestem alergiczka i stan mojej skóry jest zupełnie ode mnie nie zależny... raz jest fajna, piękna i zdrowa, raz podrażniona nie wiedzieć czemu... Podczas moich "podrażnionych" dni nie chciałam używać balsamu... Jednak to zrobiłam;) Balsam wcale podrażnienia nie zaostrzył, a nawet je załagodził... w końcu jak nazwa wskazuje jest to balsam łagodzący, czy jak kto woli sobie tłumaczyć uspokajający;)
Ogólnie jestem z balsamu bardzo zadowolona... Nie często udaje mi się mieć tak gładką i miękką skórę jak po nim.
Warto tez wspomnieć o tym, że firma korzysta z "zielonej chemii" do tworzenia nowych, innowacyjnych produktów, bezpiecznych dla ludzi i całego środowiska naturalnego.
Bentley Organic jest jedynym producentem mydła na świecie posiadającym nie tylko certyfikat Soil Association, ale i ochrony środowiska - ISO 14001.
Dla mnie bardzo ważne jest to, że kosmetyk ten aż w 90 % jest stworzony z organicznych produktów...To 90% nie miało styczności z żadną chemią, co w dzisiejszych czasach w życiu codziennym jest niezwykle rzadkim zjawiskiem;)
Jeszcze skład dla zainteresowanych:
Składniki:
Aqua (Water), Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Coco-Glucoside, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil*, Pelargonium Graveolens (Rose Geranium) Flower Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Alcohol Denat*, Linalool*, Limonene*, Citronellol*, Sodium Benzoate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Tocopherol, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Citric Acid
* Certyfikowane Składniki z Upraw Organicznych

Miałyście styczność z tym balsamem lub jakims innym produktem organicznym? Jake sa Wasze wrażenia?
Pozdrawiam, buziaki xx
Pani Kamillo bardzo dziękuję za obdarzenie mnie zaufaniem i przesłanie mleczka do testowania, co absolutnie nie ma wpływu na moją ocenę, która jest w 100% obiektywna i wyraża moje własne zdanie na temat testowanych kosmetyków.
Dzisiaj na temat Łagodzącego Mleczko do Ciała z Lawendą i Rumiankiem firmy Bentley Organic, który dostałam w ramach w współpracy z firmą EKO MALUCH
Według producenta to mleczko do ciała w 90% wyprodukowano ze składników z upraw organicznych.
Oprócz lawendy o kojącym zapachu i kojącego rumianku zawiera również aloes nawilżający i wygładzający zmęczoną skórę. To bardzo klimatyczne połączenie.
Mleczko to jest o konsystencji zwykłego balsamu. Na buteleczce tłumacząc z ang jest to własnie balsam, nie wiem dlaczego u nas jest one nazywane mleczkiem;)
W zapachu czuć głównie lawendę, ale taką nieco "ostrzejszą", dopiero rozsmarowując balsam możemy tez wywąchać rumianek..
Balsam dosyć łatwo się rozprowadza, fajnie i szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej powłoki. Skóra jest gładziutka, czuć, że jest nawilżona.. O ile zapach ulatnia się szybko, nawilżenie na szczęście pozostaje na ładnych kilka godzin;)
Jak wiecie jestem alergiczka i stan mojej skóry jest zupełnie ode mnie nie zależny... raz jest fajna, piękna i zdrowa, raz podrażniona nie wiedzieć czemu... Podczas moich "podrażnionych" dni nie chciałam używać balsamu... Jednak to zrobiłam;) Balsam wcale podrażnienia nie zaostrzył, a nawet je załagodził... w końcu jak nazwa wskazuje jest to balsam łagodzący, czy jak kto woli sobie tłumaczyć uspokajający;)
Ogólnie jestem z balsamu bardzo zadowolona... Nie często udaje mi się mieć tak gładką i miękką skórę jak po nim.
Warto tez wspomnieć o tym, że firma korzysta z "zielonej chemii" do tworzenia nowych, innowacyjnych produktów, bezpiecznych dla ludzi i całego środowiska naturalnego.
Bentley Organic jest jedynym producentem mydła na świecie posiadającym nie tylko certyfikat Soil Association, ale i ochrony środowiska - ISO 14001.
Dla mnie bardzo ważne jest to, że kosmetyk ten aż w 90 % jest stworzony z organicznych produktów...To 90% nie miało styczności z żadną chemią, co w dzisiejszych czasach w życiu codziennym jest niezwykle rzadkim zjawiskiem;)
Jeszcze skład dla zainteresowanych:
Składniki:
Aqua (Water), Cocos Nucifera (Coconut) Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Cetearyl Alcohol, Coco-Glucoside, Glycerin, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil*, Aloe Barbadensis (Aloe Vera) Leaf Juice Powder*, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract*, Lavandula Angustifolia (Lavender) Flower Oil*, Pelargonium Graveolens (Rose Geranium) Flower Oil*, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil*, Alcohol Denat*, Linalool*, Limonene*, Citronellol*, Sodium Benzoate, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Fruit Extract, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Extract, Citrus Tangerina (Tangerine) Fruit Extract, Citrus Grandis (Grapefruit) Seed Extract, Tocopherol, Potassium Sorbate, Xanthan Gum, Citric Acid
* Certyfikowane Składniki z Upraw Organicznych

Miałyście styczność z tym balsamem lub jakims innym produktem organicznym? Jake sa Wasze wrażenia?
Pozdrawiam, buziaki xx
Pani Kamillo bardzo dziękuję za obdarzenie mnie zaufaniem i przesłanie mleczka do testowania, co absolutnie nie ma wpływu na moją ocenę, która jest w 100% obiektywna i wyraża moje własne zdanie na temat testowanych kosmetyków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
